Ludzie nie posiadam się z radości w końcu mam w swej kolekcji tom "Spectacular Spider-Man"! Ależ Mikołaj mnie uradował ^^. Nie ma to jak Spider-Man z lat '90, do tego od legendarnego składu J.M. DeMatteis za scenariuszami i Sal Buscema odpowiadający za stronę wizualną. Bez zbędnego przeciągania przejdę do omówienia co tu ci panowie wyczynili...
Niesamowita i spektakularna historia "Wewnętrzne dziecko". O ludu jak to było mroczne i poważne. Antagonistą jest tutaj moim zdaniem mniej znany przeciwnik Spiderka - Vermin. Chociaż wolę zwracać się do niego Edward, jakaż to jest postać tragiczna! Zacznę od tego, że poznałem go w "Ostatnich łowach Kravena", ale nie zostałem w niej zaznajomiony z jego tragiczną przeszłością. Stał się kanibalistycznym potworem bo zmienił go w niego Baron Zemo, Edward robił dla niego za królka doświadczalnego. Tutaj Edward ucieka z zakładu, Spidey uważa go za potwora do unicestwienia, ale jego psychiatra twierdzi, że Edward jest ofiarą no i muszę się z nią zgodzić, czułem żal do potwora Vermina. Dowiadujemy się tutaj jeszcze z sesji terapeutycznych, że Edward był "dotykany" przez ojca... jeju :(... w dzieciństwie molestowanie a dorosłość w monstrualnym ciele. Jakby ta opowieść była mało psychiczna, bo chyba tak twierdzi autor, dorzuca jeszcze jednego gracza... Harry Osborn... nękany przez widziadła zmarłego ojca i Spider-Man'a... staje się ponownie Green Goblinem! Spidey nie ma tu łatwo, oj nie ma tu łatwo... po mieście gracuje stworzenie do którego powoli nabiera przekonania, że to ofiara oraz przyjaciel w swoim alter ego znającym tajną tożsamość Peter'a Parker'a. Jakby dalej było mało psychicznych rozterek w głowach dwóch złoli to Spiderek, też obrywa psychicznie... Green Goblin otumania go swoją halucynogenną dynią a nasz superbohater jest nękany, że to jego wina, że stracił rodziców. Tak na marginesie, Spider powinien zdobyć ten specyfik i zażywać go w małych ilościach w celu uodpornienia się, by nie dać się w przyszłości zatruć drugi raz, jak Batman od toksyny strachu Scarecrow'a. Wracając do tematu... grube, mroczne i rzekłbym epickie story, które nie ma swego finału, co mnie bardzo ucieszyło. Zajebiste kadry Spidey vs. Vermin vs. Green Goblin na dachu rodziców Edwarda... koniec końców, Vermin trafia z powrotem na leczenie, ale ostatecznie, Green Goblin zna przecież tajemnicę tożsamości i zagroził jemu, że jak ruszy za nim to zdradzi ją dla całego świata... Spidey puszcza go wolno... GREEN GOBLIN na wolności i gdzieś się czai ze swoimi szalonymi pomysłami Jeju ileż radości miałem przy tej lekturze, jak ja kocham mroczne klimaty!
Po świetnym "Wewnętrznym dziecku" historia z przymrużeniem oka z Człowiekiem Żabą, nie jest to jego pierwsze wystąpienie w komiksach Marvela, ale ja pierwszy raz się z nim zetknąłem. Nazwałbym to raczej ciekawostką niż czymś poważnym. Nie czerpałem z tego też większej satysfakcji, bo jak czerpać ją ze Spidey'a który wpada na obiad do rodziny Człowieka Żaby a i historia miała swoje nawiązania do wcześniejszych numerów i serii gdzie pojawił się ten komiczny Żaba a ja tego nie czułem... chociaż nawet gdybym czuł... ludzie to Człowiek Żaba! :D Ciekawe jak poczuli się czytelnicy w latach 90 jak to było nowością, po (nie zawaham się użyć słowa) hardcorowym "Wewnętrznym dziecko" wskoczyć w takie klimaty ^^
Ciekawa historia "Formalności pogrzebowe" Sęp umiera na raka i chce się rozliczyć ze światem. Nie jest zaskoczeniem, że chce zabić Spider-Man'a, ale byłem w szoku, że błagał o przebaczenie ciocię May, za to, że w przeszłości zabił jej ukochanego
"Dziedzictwo Osbornów", no no panie i panowie... to jest nostalgia! Ja ten komiks miałem w TM-Semic'u jak jeszcze nawet nie potrafiłem czytać i tylko podziwiałem, obrazki. Niestety komiks z dzieciństwa gdzieś mi przepadł i cieszę się, że mam go w tym zbiorze a no i fabuła jest ciekawa. Green Gobiln porywa swoją rodzinę, szwagrem żonę i małego synka. Dorośli wiedzą co się dzieje, że Harry oszalał, ale dziecko widzi po prostu tatusia przebranego na Halloween i jest za nim całym sercem, nieźle psychologiczny stuff. Spider oczywiście wpada do tego domu, sytuacja uratowana, Green Goblin zostaje aresztowany... ale dla dziecka w tym momencie Spider stał się łotrem który pobił jego ojca.
"Oko Pumy", z tą historią też miałem styczność w dzieciństwie. Nie przypadła mi wtedy do gustu, nie odpowiadał mi przeciwnik i cała otoczka, obecnie lepiej mi się strawiło to story. Ogólnie nie jestem fanem indiańskich klimatów (wyjątki to "Manitou" Grahama Mastertona i film "Poltergeist") a tutaj było właśnie tak bardzo. Podobało mi się to za dziecka i obecnie kadry, jak człowiek zmienia się w kota-bestię Pumę, tak jak jestem fanem przemian w wilkołaka. Co mi się nie podobało i gryzło, to fakt, że Puma znał tożsamość Spider-Man'a. Nie znam opowieści skąd się o niej dowiedział, bo to nie pierwsze wystąpienie tego antagonisty. Nie wiem jak się zakończył jego debiut, ale co zniknął nagle i sobie w biurze zmieniał się w zwierzę? Dlaczego jeszcze za dziecka średnio podchodził ten komiks? Bo wolałem jakiegoś topowego villiana. Prawdę powiedziawszy do dzisiaj nie wiele się zmieniło, ale moja niechęć do niemianstreamowych łotrów jest o wiele, o wiele mniejsza a większa jest chęć poznania czegoś nowego.
"Smierć Vermina" i powraca tutaj nasza tragiczna postać. Spoko historia, ale nie porwała mnie. Spodziewałem się czegoś jak samobójstwo potwora, ale nie niech będzie, że na szczęście do tego nie doszło. Edward ma się tutaj dużo lepiej, potrafi wrócić do ludzkiej formy. Liczyłem też na to, że doktor Kafka zakocha się w swoim pacjencie a do tego nie doszło. Zaskoczył mnie, ale nie tak pozytywnie ogrom potworków, mutatów (nie wiem dlaczego nie "mutantów") stworzonych przez Barona Zemo, twórca ich również się pojawił i oczywiście został pokonany. Dowiedziałem się jeszcze o nim tutaj tego, że wpadł do wulkanu i przeżył hehe! Ogólnie, cieszmy się powrotem do zdrowia Edawrda, udaje mu się pozbyć wewnętrznego szczurzego potwora kanibala. Cieszę, że poznałem losy Edward'a Whelan'a, jako ciekawostkę można dodać, że J.M. DeMatteis ogólnie stworzył tą postać i przyjemnością jest czytać życie postaci pisaną autorską ręką.
Prawie ostatnie zeszyty tomu przyniosły na strony postacie z X-Man, fajnie zawsze więcej bohaterów to props! Jednak co mi się w tym nie podobało... Profesor Power. Ej koleś kim ty jesteś, nie znam cie, koleś wstał z grobu i zaczął szerzyć chaos w mieście. Co mi najbardziej przeszkadzało w odbiorze tej historii to fakt, że czułem się jakbym wpadł w środek czegoś. Ta seria Spiderka odsyła mnie aż do czterech innych... Defenders, X-Man, Capitan America oraz Iron Man! Czułem się jakbym dostał wałka, został oszukany, dlaczego kolejna opowieść i antagonista która ma grubszą przeszłość o której nic nie wiem, heh. Pomyślałem też w pewnym momencie "jeju jakie to jest głupie"... jak pojawił się latający średniowieczny zamek z latającą armią centurionów. Może lepiej bym przyjął taki latający zamek w opowieści z Człowiekiem Żabą, ale ton tutaj jest dużo poważniejszy. Profesor Power chce pomścić śmierć syna, za którą obwinia Charsla Xaviera... no grubo, powód antagonisty jest konkretny... aż tu nagle latający zamek... no głupie :(. Pomijając to wszystko, ponarzekało mi się, ale przy lekturze nie męczyłem się hehe.
Finał zbioru i jak się cieszyłem, że wrócił Green Goblin. Zostaje on zwolniony z więzienia... trochę to głupie po tym co zrobił, ale dobra niech będzie, że to łykam. Jego rodzina twierdzi, że wszystko jest z nim okej, jednak Peter Parker, ma inne przeczucia i oczywiście ma rację, Harry nie wyzdrowiał z zielonego stwora. Nęka biednego Parker'a, że zna jego tożsamość i może ją ujawnić... niby dalej to samo co z początku tomu, ale nie męczyło mnie to, dobrze się czytało. Zaskoczyła mnie konkluzja... Spider zostaje ponownie otruty przez Goblina, traci przytomność i zostaje w budynku w którym ma wybuchnąć bomba... Harry Osborn po niego wraca! Nazywam to szczęśliwym zakończeniem, przyjaźń wygrała nawet pod maską obłędu Green Goblina.
Jestem bardzo zadowolony z lektury, komiks miał swoje upadki, ale większość czasu trzymał poziom i kierował się ku wzlotom. "Wewnętrzne dziecko" to moim zdaniem bardzo niedoceniony story ark, oglądałem na YT filmiki i tam polecane komiksy ze Spiderem a tej chyba nigdzie nie widziałem a szkoda... spodziewam się po sobie przeczytać to jeszcze raz za jakiś czas. Duet J.M. DeMatteis i Sal Buscema stanął na wysokości zadania i przedstawił Pajęczarza w korzystnym świetle, zajebiście się to czytało jak i również oglądało prace rysownika... do tego mam ogromny sentyment do przygód Spider-Man'a z lat 90. Do tego superancko, że dostałem villian'ów z plejady. Gdybym musiał coś pogrymasić na koniec, to jako fan tej postaci, narzekam, że nie było Venoma... ale za to dużo innego charakteru którego również jestem fanem czyli Green Goblina, nie ważny czy to Harry czy jego ojciec Norman, ważne, że jest ten zielony obłąkaniec i odgrywa tutaj bardzo ogromną rolę. Do tego narysowanego w sposób w jakim go pewnie poznałem za dziecka i z miejsca było WOW do tej kreacji! Od strony technicznej dostałem wszystko tak jak kocham w zajebiście podanym zbiorze, czyli kolejny zeszyt rozpoczyna oryginalna okładka... no qwa BRAWO! Więc nie pozostaje mi nic innego jak być szczęśliwym posiadaczem tego zbioru... w końcu! :D
sobota, 28 grudnia 2024
The Spectacular Spider-Man
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz