sobota, 14 grudnia 2024

Stephen King - Wszystko jest względne - 14 mrocznych opowieści

 Mam przed sobą zbiór opowiadań Stephen'a King'a... bez owijania w bawełnę, przejdę od razu do omówienia wszystkich czternastu opowieści...

"Prosektorium numer cztery" - fajne przyjemne opowiadanko o tym jak grupa lekarzy zabiera się do przeprowadzenia sekcji zwłok Howard'a Cottrell'a... z tym, że ten zewłok jest świadomy wszystkiego! Widzi, czuje, zapachy, słyszy wszystko i przygotowuje się na niesamowity ból, bycia ciętym żywcem. Do czego nie doszło, bo odkryto, że denat został ukąszony przez węża i jest po prostu sparaliżowany. W tym samym czasie można się było uśmiechnąć jak lekarka oglądała ciało w poszukiwaniu blizn i w tym celu zaczęła dotykać jego penisa, który dostał aż wzwodu... byłoby szok, trup z erekcją haha. W posłowiu King pisze, że inspirował się odcinkiem z "Alfred Hitchick Przedstawia", ale ja w tym widzę jeszcze hołd dla opowiadania jego idola Edgar'a Allan'a Poe "Przedwczesny pogrzeb".

"Człowiek w czarnym garniturze" - są to wspomnienia z dzieciństwa starego człowieka a mianowicie jedno spotkanie. 9letni Gary wybrał się na ryby aż tu nagle z lasu wyłonił się człowiek. Miał on długą blada twarz, czarne włosy, ostre zęby, żółte szpony a jego oczy wydawały się ogniskiem, były żółto-pomarańczowe, ubrany zaś w czarny garnitur, śmierdzi od niego siarką. Co w nim jest straszne to to, że nie zostawia śladów butów na ziemi, mało tego, tam gdzie pada jego cień trawa żółknie i się suszy. Gary uważa, że spotkał samego diabła. Ten straszny jegomość, oznajmia mu, że matka chłopca nie żyje i jest strasznie głodny i zamiar zjeść dziecko. Wszystko kończy się dobrze, Garu mu ucieka, spotyka ojca, matka okazuje się, że żyje. Cóż mogę rzec o tej historii... oklepana fabuła, ale sam tytułowy bohater bardzo ciekawie przedstawiony.

"Wywiozą ci wszystko co kochasz" - ehhh po dwóch bardzo dobrych opowiadaniach przyszedł czas na to, na szczęście krótkie. Bohaterem opowiadanka jest Alfie Zimmer, sprzedawca mrożonek który zatrzymuje się w motelu. Posiada on swój notatnik w którym sobie zapisuje śmieszne teksty, napisane w motelach. Ma ze sobą również pistolet który wkłada sobie do ust i myśli nad samobójem. Ma rodzinę, żonę i córkę, nie przejmuje się nimi, tylko tym, że jak zabije się to ludzi znajdą jego notatnik i co sobie o nim pomyślą. Heh, słabe to było, nie wiadomo dlaczego planuje samobójstwo, wkłada sobie pistolet do mordy i dywaguje nad poznanymi tekstami. Jak ja się cieszę, że to było krótkie!  

"Śmierć Jacka Hamiltona" - to też mi się nie podobało. Perypetie, okradającego banki trzyosobowego gangu Dillngera. Tytułowy Jack Hamiltona obrywa kulkę w strzelaninie i poznajemy jego ostatnie chwile. Co mi tu było na plus, to fakt, że narrator łapał jak na lasso; tym, że robił to nitką... ehhh czego się nie robi dla umierającego przyjaciela, żeby go rozbawić.

"W sali egzekucyjnej" - jesteśmy w podziemiach ministerstwa informacji, uczestniczymy tutaj w przesłuchaniu dziennikarza Fletcher'a który ponoć zna tajne informacje odnośnie terrorysty El Condor'a. Do przesłuchań jest używana specjalne maszyna rażąca prądem. Nasz dziennikarz jest sprytny udaje mu się wyswobodzić z sytuacji. Super opis, jak dla jednego z przesłuchujących go kazał wsadzić tą maszynę do ust. Z początku trochę mnie męczyło, ale koniec jest fajny, przesłuchiwany zdołał się uwolnić z budynku, niestety nie było tego opisu. Ja od siebie jeszcze dodam, że Fletcher'a wyobrażałem sobie, że wygląda jak wrestler AEW Kyle Fletcher ^^.

"Siostrzyczki z Elurii" - heh... nie lubię tego, jak King miesza świat Mrocznej Wieży z innymi swoimi książkami. Tutaj właśnie jest przygoda Rolanda. Rewolwerowiec odwiedza miasto Eluria które jest opustoszałe, nagle napada go banda mutantów, traci przytomność a budzi się wisząc nad łóżkiem. Okazuje się, że pomogły mu tytułowe siostry, których jest sześć. Bardzo mocno lubię temat wiedźm i czarownic, dlatego miło spędziłem czas przy tym opowiadanku. Siostry na pierwszy rzut oka chcą dobrze, leczą... ale czym leczą... ohoh... jakimiś robakami... a gdy leczenie dobiega końca wypijają krew z uzdrowionego... yeah, nie dość, że wiedźmy to jeszcze wampiry! Na szczęścia dla Rolanda najmłodsza z sióstr poczuła do niego miętę i pomogła mu się wydostać z tej infarmerii. Stephen King zaznaczył w przedsłowiu, że nie trzeba znać świata Mrocznej Wieży, żeby dobrze bawić się przy tym opowiadaniu... no powiedzmy, że miał rację, ale zdenerwował mnie jak zaspoilował mi los jednej bohaterki, że zginęła, heh... pozostaje liczyć na swoje dziury w pamięci i jak dojdę do czytania cyklu Wież, to będę miał wywiane z głowy, jaki los ją spotka. Ciekawe też, czy ten epizod z życia Rewolwerowca będzie wspominany w cyklu. Trochę bez sensu by było, ktoś jest fanem Wieży, zbiera tylko to związane z nią, czyta sobie kolejną część, aż tu nagle jakieś wspomnienie sióstr i ten szok skąd one, przecież przeczytał wszystko do tego etapu a o tym opowiadaniu nie miał pojęcia. Moim zdaniem tak się nie robi panie King

"Wszystko jest względne" - i doszedłem do wydaje się głównego dania zbioru, bo od niego przecież nazwany jest cały. Heh... no niech będzie, względnie spoko, ale spodziewałem się o wiele więcej. Opowiada ono losy Dinky'ego który ma talent, rysuje dziwne figury i znaczki, wysyła je listem lub mailem a ludzie  to oglądają i umierają za 3 dni. Jest on zwerbowany przez Korporację Trans, która zrzesza ludzi z takimi talentami i eliminuje złych ludzi. Nie ma się tu nad czym rozwodzić, ja czytając to miałem skojarzenia jakby komiks "100 naboi" spotkał japoński "Death Note".

"Teoria zwierząt domowych L.T." - King zaznacza, że jest to jego ulubione opowiadanie z tego zbioru, mało tego zapewnia przy nim można się uśmiać i to do łez. Heh... no nie podobało mi się. Opowiada ono o małżeństwie, mąż żonie kupił kota a żona mężu psa... i prezenty nie lubiły swoich właścicieli. Nie bawiłem się przy tym, nie śmiałem się przy tym. Rzekłbym, że opowiadanie jest nie temat jak głosi tytuł, mają to być mroczne opowieści, co jest mrocznego w tym, że pies rzyga do kapcia albo kot drapie swoją panią. Jednak niech będzie, że jest ciut na temat, żona opuszcza męża i nie wiadomo co się z nią stało, znaleziono tylko samochód i zwłoki psa i są spekulacje, że padła ofiarą seryjnego mordercy Kata i to by było na tyle. King'a ulubione a moje najgorsze do tej pory.

"Drogowy wirus zmierza na północ" - O! I to mi się podobało, mroczny horror. Richard Kinnell kupuje na garażowej wyprzedaży obraz od kobiety, która w ten sposób pomaga sąsiadom. Obraz nazywa się jak opowiadanie, jego autor namalował ich więcej, ale je spalił i sam ostatecznie się powiesił. Obraz przedstawia jasnowłosego nastolatka za kierownicą szpanerskiego samochodu, szczerzącego w uśmiechu spiłowane zęby jak niczym kanibal. Bardzo straszny jest ten obraz bo się zmienia! Kierowca zmienia pozycję siedzenia, uśmiech robi się szerszy... właściciel pozbywa się go a gdy wraca do domu obraz w nim wisi! Mało tego znowu się zmienił a z wiadomości dochodzi news, że ta która mu go sprzedała została zabita przez tajemniczego kierowce. Richard postanawia spalić obraz, niby coś dało... ale w jego domu pojawia się tajemnicza postać... Richard się kryje, zamyka oczy... koniec! Ehhh super to było, niejasny koniec, krótko zwięźle i na temat, po kiepskim opowiadaniu o złośliwych zwierzaczkach domowych takie coś było jak powiew świeżego wiatru. Zgadzam się mroczne opowiadanie!

"Obiad w Gotham Cafe" - drugie opowiadanie o rozchodzącej się parze, tym razem rozwód będzie brało małżeństwo Davis'ów. Z początku tyle się działo, że myślę gdzie tu mroczna opowieść, ot spotkanie rozwodowe w tytułowym Gotham Cafe. Jednak całą sytuację ratuje psychiczny kierownik sali i atakuje adwokata żony nożem! Wbija mu go w głowę! Restauracyjna maskara nożem rzeźnickim :D. King piszę w przedsłowiu, że napisał opowiadanie po wizycie w pewnej restauracji i tam był właśnie kierownik sali który zainspirował Stephen'a do napisania tej historii, chciałbym być takim kierownikiem, który inspiruje do takiej opowiastki haha. Do tego na plus nazwa kafejki i Gotham :).

"To wrażenie można nazwać tylko po francusku" - ehhh... nie wiem jaki był sens tego opowiadania. Małżeństwo leci na 25lecie swojego ślubu w drugą podróż poślubną, żona miewa koszmary. To wszystko. Po co to?

"1408" - o tym jak dla mnie klasyku napisałem post prawie na początku istnienia mego dope bloga, właśnie TUTAJ. Oczywiście przeczytałem je drugi raz i również świetnie się bawiłem!

"Jazda na kuli" - spoko to było, ale trochę bezsensu. Student dowiaduje się, że jego matka dostała udaru, rzuca wszystko i zmierza do niej, samochód ma zepsuty, więc korzysta ze stopa. Koleją rzeczy ląduje w swojej podróży na cmentarzu i widzi nagrobek. Potem podjeżdża samochód i proponuje mu podwózkę, okazuje się, że to ta sama osoba co na widzianym nagrobku! Trup za kierownicą daje mu wybór, kto umrze on czy jego matka... on wybiera, że matka... wypada z samochodu i znów znajduje się na cmentarzu. Uznaje wszystko za sen, łapie kolejnego stopa, dociera do matki... ta żyje, wszystko spoko, zdrowieje i wychodzi ze szpitala, umiera po kilku latach... yyy to na co był ten sen ze zwłokami za kierownicą? Fajnie się czytało, jak palił papierosa i dym uciekał mu przez szyję którą pokrywają szwy. Fajnie, że z tego snu wyciągnął do rzeczywistości broszkę kierowcy... ale po co to było? Ten "sen" z nieżywym nie miał najmniejszego sensu skoro, matka umarła po kilku latach od wydarzenia. Cieszę się, że rzuciłem okiem na stronę wiki tej książki i dowiedziałem się, że jest ekranizacja tego opowiadania, pod tym samym tytułem z przed 20 lat. Oczywiście, że obejrzałem, wierna adaptacja, z kilkoma szczegółami różnicy. Jednak lepiej mi się to czytało niż oglądało.

"Szczenśliwa moneta" - i ostatnie opowiadanie za mną, mroku w nim nie widziałem. Kobieta jest sprzątaczką hotelową, zastaje napiwek 25 centów. Wrzuca do ją do jednorękiego bandyty i wygrywa całą pulę, idzie do kasyna, tam też wygrywa, ma zgarnąć 24 tysiące... aż tu nagle przytomnieje i całe wygrywanie okazało się marzeniem. Pieniążek oddaje dla swojego synka, ten wrzuca do maszyny i zgarnia główną pulę... heh, dobrze, że było to krótkie!

Cóż tu finalnie rzec o tym zbiorze. Jest na pewno nierówny, niektóre opowiadania mnie trochę męczyły z kolei przy drugich świetnie się bawiłem. Jest tu oczywiście mój faworyt "1408". Co ciekawe zbiór nazwa się "Wszystko jest względne", ale na okładce są aktorzy z filmu "1408" Samuel L. Jackson i John Cusack.

Następny jest "Colorado Kid".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz