poniedziałek, 23 grudnia 2024

Stephen King - "Historia Lisey"

 Yo!
Nie ma co się rozpisywać we wstępie, tylko przejdę z miejsca do komentowania kolejnych części, tego czegoś, podzielonego na trzy! Będę rzucał mięsem, skoro King na swoich kartkach może to robić to ja tu, w swojej części galaktyki mogę robić to tym bardziej, tym bardziej, że trzeba podkreślać dramatyzm sytuacji!

Jestem po pierwszej części książki... ehhh poważnie, dla King'a chce się pisać takie coś? Jak się wynudziłem! Okładka zapewnia mnie, że będzie to baśniowe i krwawe love story. Do tej pory poznałem wdowę po znanym i cenionym pisarzu. Ową wdową oczywiście jest tytułowa Lisey o nazwisku po mężu Landon. Chciałem się dowiedzieć jak zmarł jej mąż, ale nie do tego stopnia co dostałem! Jakie to było dokładne, jakie to było długie ile można się rozpisywać o tym, że przy rozpoczęciu budowy nowej biblioteki, jej mąż oberwał kulkę od psychofana i zmarł w szpitalu. Jeju ile czasu męczył ten temat jak go rozwlekał. No nudno, było oczywiście nie mogło zabraknąć typowego opisu śniadania w stylu Kinga... czyli małżeńskiej retrospekcji Lisey. Pierwsza część obiecywanej krwawej historii, coś tam tej krwi było, siostra Lisey pocięła się jak dowiedziała się, że jej miłość ożeniła się z inną... ale nie ruszyło mnie to, ani nie interesowało. Co z pierwszej części można podciągnąć na plus to tajemniczy telefon jaki odebrała Lisey od kolesia który jest zainteresowany rękopisami zmarłego Scott'a Landon'a, chciałbym, żeby odbierała więcej takich telefonów, coś się dzieje. Jestem również ciekaw tematu widziadła która nazywa się Długaśnik, nie za dużo go było i nie za dużo o nim wiadomo do tej pory. Trza wziąć się za część drugą!  

Oj ta część druga! Jakie to jest gówno! Baśniowe krwawe love story?!!? Ja nie wiem od czego tu zacząć cisnąć po tej części. Jest to wszystko niemiłosiernie głupie! Głównym wydarzeniem tej części niech będzie to, że postać która zadzwoniła do Lisey z podejrzanym telefonem tutaj ją pobiła i pocięła pierś otwieraczem do konserw! Tak, pewnie, policja pilnuje chaty a jakiś psychol bez problemu włamuje się do domu i ją katuje... bo chce rękopisy jej męża... głupie? Oj da się mocniej, chłop opuszcza chatę i jej grozi, żeby nie kablowała. Chwilę potem wpada do chaty policjant i pyta się jej czy wsio okej, a ta obita odpowiada, że spox! Wsio okej! Głupie? Zaręczam, że da się jeszcze mocniej! Lisey wpada na pomysł, że jej siostra zamknięta na oddziale zamkniętym w psychiatryku jej pomoże! Jeju jakie to jest głupie!!!!!!!! Nie wiem dokładnie co tu zaszło, ale jak Lisey częstuję siostrę wodą z jeziora, te przenoszą się to wyimaginowanej krainy i jej siostra wraca do siebie ze stanu katatonii... kurwa jakie to głupie!!! Lisey ty chamie!!! Skoro mogłaś uleczyć siostrę wodą z jeziora, dlaczego tego nie zrobiłaś bezinteresownie, tylko wtedy kiedy potrzebna ci pomoc przy zabiciu oprawcy Dooley'a... i wysłania zewłoku do innej rzeczywistości... yyy chyba tego Księżyca Boo'ya, czyli do wyśnionego świata stworzonego przez Scott'a... jeju dlaczego to takie głupie? Oczywiście siostrom się udaje, nie mam zielonego pojęcia skąd Lisey wzięła w buzi więcej wody z tego stawu, przecież normalnie rozmawiała ;/... no dostały się do tego świata a Dooleya zjadł potwór, ten Długaśnik, one wróciły do rzeczywistości i tu kurwa powinien być koniec!!! Nie!! Jest jeszcze na dojebanie część trzecia! Zanim przejdę do trzeciej części i pomijając głupoty Lisey poznajemy jeszcze dzieje Scott'a. To jak jak zostały przedstawione przypominało mi "Rękopis znaleziony w Saragossie", opowieść w opowieści, Lisey wspomina jak Scott jej opowiadał o swej przeszłości. Jednak do rzeczy, o ludu czego ten Stephen King nie wymyśli. Jak Scott miał 3 latka to ojciec kazał mu skakać z ławki a jak nie chciał skakać to ten chlastał nożem jego młodszego brata... ratunku, ja tego nie łykam!!! Chodzi dziecko z pociętą twarzą i nikt nie zwraca na to uwagi! To jeszcze nic! Brat Socott'a Paul pewnego dnia zmienił się w dzikiego potwora, nie wiem czy ja czegoś nie zajarzyłem... ale na moje po prostu tak z dupy. Głupie? To co powiedzieć o tym, że ostatecznie ojciec zastrzelił dzikiego Paul'a a dla Scott'a kazał kopać grób dla brata! Co z tym Paulem jest nie tak, każdy ma na niego wyjebane? Chodzi z pociętą twarzą nikt nie reaguje, a potem znika i tego nikt nie zauważa? Scott zabiera trupa swojego starszego brata do swojej cudownej krainy i tam go zakopuje, stawia mu krzyż... ojciec nigdy nie zastanawiał się, gdzie dziecko zakopało swojego brata, dać tuszować zbrodnię dla dziecka! Brawo książko sięgasz zenitu głupoty!

Część trzecia... wiesz co mój blogu, jebać część trzecią! Jebać! Jak pierwszą i drugą!!! Co tu się wydarzyło... 40 stron Lisey na księżycu Boo'ya i dalsze poznanie losów Scott'a z dzieciństwa. Jako dziecko dopuścił się ojcobójstwa! Trachnął ojczulka kilofem w łeb, krew, kawałki czaszki i mózgu, burdel! Co robi dziecko? Próbuje zabrać zewłok ojca do swojej baśniowej krainy, ale nie wychodzi, więc wrzuca ciało do studni... następnie idzie zgłosić się na policji, że ojciec zabrał brata i uciekli a on został sam! Jeju!!! :( Tak, oczywiście, podwójny mord w domu a policja z miejsca łyka bajeczkę dziecka, żadnego poszukiwania czy dochodzenia... jak dziecko sprzątnęło burdel po głowie ojca!?

Ja pierdolę mój bloczku jak ja się cieszę, że mam to gówno za sobą! Kolejne godziny czytania tego gówna to były rundy! Survival, ja, nie kontra dzika natura, tylko debilizm tej książki. Nienawidzę każdej postaci jaka pojawiła się tutaj, wszystkie naraz i z osobna hejtuję! Gdyby ta książka była osobą to nie podałbym jej ręki! Sram w śniadanie rodziny Landonów! Chciałbym polać tę książkę Domestosem i zmazać ten cały spam, te wspomnienia z życia małżeńskiego, jeju jakie to nudne!!! Książka nazywa się "Historia Lisey" a ile tu dostajemy Scott'a! Lektura... tfu... to gówno, jest zbudowane na podobnej zasadzie jak "Cujo" czy "Gra Geralda", pierdylion słów o retrospekcji która nie ma żadnego wpływu na sens całości. 530 stron do przeczytania, z czego jak dla mnie głównej fabuły dałoby się zmieścić w 250, tu tak prawdę powiedziawszy chuj co się działo. Po przeczytaniu takiego czegoś straciłem chęci do czytania czegokolwiek, robię kilkudniową przerwę! Co mi ta książka zrobiła! Plusem niech będzie, że wydałem na nią w Biderze 9,99 zł, ale w sumie z czego się tu cieszyć, wydać 10 zł na gówno? Za każdym razem jak będę widział ją na półce to będę do niej się zwracał "ty kurwo".

Następna do przeczytania książka King'a to zbiór "Po zachodzie słońca"... ale to już w przyszłym roku... bo najpierw... mam kupę komiksów do przeczytania... normalnie taki mam problem, kocham mieć takie problem, że nie wiem za co się wziąć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz