piątek, 19 lipca 2019
Uniesienie czytane w uniesieniu irytacji
https://www.youtube.com/watch?v=I90UqC9mRuU
Pewien opasły koleś, źle obszedł się z cyganką ta rzuciła na niego klątwę która sprawia, że ten w zastraszającym tempie traci na wadze. Na początku jest z tego bardzo rad, ale gdy każda z wag zaczyna pokazywać, że go brak coraz bardziej... to dopadł go szał histerii i smutku... hę? O czym ja piszę? Stephen King napisał wiele lat temu niby komediowo, ale jakoś niezbyt bawiła mnie ta powieść, ale nadal w miarę ciekawe story pt. "Chudszy" (ekranizacja też jest). "Uniesienie" traktuje podobny temat czyli strata wagi. Przychodzi sobie człowiek do lekarza na emeryturze z dziwną przypadłością... tajemniczo traci na wadze. Co dziwniejsze jeśli wejdzie ma wagę ubrany z bonusami w kieszeni to tyleż waży samo co w samych majtkach. Boryka się z sąsiadkami o psią kupę na jego trawniku. W tym samym czasie "żre jak świnia" tracąc na wadze a co dziwniejsze ubrania nadal na niego pasują. Nom on sobie jakoś mistycznie traci kilogramy co w gruncie rzeczy jest tłem całej hmmm... powieści? Głównym wątkiem i pewnie takie było zamierzenie skupił się na małomiasteczkowym życiu Castle Rock, ale żeby nie było zbyt obyczajowo dodamy ciut udziwnień na wadze... ehhh... Ależ mnie ona nudziła!!! Ze strony na stronę wyciskała ze mnie coraz więcej zapału do czytania. Tu wizyta u lekarza, tutaj chudnący sobie pracuje, kilkanaście stron opisu tradycyjnego maratonu "Biegu Indyka", sąsiedzka kolacja... i poukrywane w tą nudną ordynarność odliczanie do dnia zero, czyli chwili kiedy Scott obliczył, że będzie ważył 0kg. Ojeju blech... skupiłem się na "Uniesieniu", czytałem z hartem hurtem, bo raz ogromna czcionka i dwa chciałem mieć ją prędzej z głowy gdyż... nie zawaham się użyć słów "ależgówno!!!" Taką też tylko treść powinien zawierać ten post "ależ gówno", a że tak prosto nie potrafię to już nie moja... a może moja wina. Mierząc się dalej z tą fabułą i wchodząc w jej głąb, tracący na wadze ma trudności z przemieszczaniem się, brak wagi sprawia, że porusza się jak osoba po zatruciu organizmu alkoholem ;] Wszystko czego dotknie traci wagę dochodzą do takich wniosków, jakiś wirus albo coś... ostatnie kilka stron było spoko, dziwne rozwiązanie... dla mnie to kosmici go czymś nafaszerowali, luźne zakończenie. Taka książka dla książki, jak Guzik Gwen, nabijamy Castle Rock. Szkoda kartek, nie może takie coś, być doczepiane do jakichś średniej grubości powieści? Po co pół kartki marnować? Szkoda drzewek!!! To nawet nie jest artyzm!!! https://www.youtube.com/watch?v=yvt5z2rn2rg Jeśli ktoś pisze, że jest to dobre to dlatego, że jest ślepym wyznawcą imienia i nazwiska Stephen King oraz jego prostego jak drut pisarstwa. To jest czort wie co i po co, słabe nic nie wnoszące do jego twórczości. "Chudszy" chociaż nie jest jego jakimś wybitnym dziełem, to czyta się wiele wiele wiele raz lepiej od "Uniesienia". Mam pewną teorię. W 1984 był na diecie, udawało się mu, pisał "Chudszego". Nie zdziwię się jak w roku 2018 też chciał schudnąć... a może go żona cisnęła. Stąd pomysł na fabułę, niby był na diecie, w gruncie rzeczy jadł co chciał w swojej pracowni "nie przeszkadzać... piszę (omomomom)", wyglądał tak samo, majstrował przy wadze, żeby ta pokazywała mniej heheh. Tak się zastanawiałem... ciekawe czy żona do Kinga kiedyś rzuciła się "wziąłbyś się za normalną robotę a nie tylko siedzisz w tej swojej wyobraźni i stukasz te swoje opowiadanka" heheh... o... i kończąc mielenie tego posta, rzuciłem głową w prawą stronę a mym oczom ukazał się, grzbiet i tytuł "Głód" Graham'a Masterton'a. Nie jest to następna pozycja do wyzerowania, takie na siłę klepanie tekstu, ale i śmiesznie współgra z tematem opisywanego obecnie "poco?" S.Kinga ;].
https://www.youtube.com/watch?v=ruBfkuLEEps
Teraz czas na "17 podniebnych koszmarów" na spółę napisane z Bev Vincentem. Prawie 400 stron czytania, mniejsza czcionka, kartki zapełnione i cena okładkowa 39,99. "Uniesienie", przerośnięta czcionka, 170 stron, wiele z nich po prostu z pustym polem, żeby chociaż rysunek w to miejsce dali. Nie. Zaś cena okładkowa to 9 zł mniej, od książki która rzeczywiście w środku wygląda jak książka a nie czytanka dzieciom z kilkoma rysunkami.
P.S.
"Poczucie, że przekroczyłeś swoje ograniczenia i możesz sięgnąć jeszcze dalej."
(To jest książkowa definicja uniesienia... kto tego nie zna... czyli po prostu żyćko w wersach nie użalam się przeszłością, tylko znam możliwości mego fikuśnego-fiśniętego-fiksacyjnego-fiksu-dyrdum-redrum-redrum-losu :D)
*Siada każde, z trzydziestu jeden przeżytych lat,
gorsze, w kolejce te nieprzeżyte, co jeszcze rzucą na barki?
Przyszłość, przeszłość... są formą młota i kowadła.
Teraźniejszość... zjawiskiem, które w między nie wpada.*
*Do dziś doskonale pamiętam odór zgniłego mięcha,
kiedy przyszyty kawałek łydki zbutwiał dla dziecka.
Jeden-trzy podstawówka, jebie trupem, komiks w rękach.
Wiem, nigdy nie zapomnę tych przygód Spider-Man'a.*
https://www.youtube.com/watch?v=hBUiEKYbBzY
https://www.youtube.com/watch?v=_ySBwaIfEdg
https://www.youtube.com/watch?v=onFPY60cslw 19:57 42:40 50:20
P.S.II
Czwarty wymiar to czas, zaś wymiaru piątego, umysł z trzeciego nie ogarnie. Proste nie?
JLA od Granta Morrisona
https://www.youtube.com/watch?v=NRef_BmwA4Q
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz