Jestem powodem przez który nie zmróżysz oka.
Potworem, namówię Cię byś wyskoczył z okna.
Zagnieżdżę się w Twoich zwłokach
i na wystawieniu obserwował komediowy pokaz.
Jestem azylem dla pierdolonego masochisty
narzędziem dla pierdolonego sadysty!
Dance Makabre, nie pierdolony twist,
shurikena świst, przywitaj czarny świt!
Życzyłbym sobie byś zdechł,
bo kurwa dyskryminuje mnie Twój oddech!
Na zachętę masz ode mnie odę.
Odyn! Bo w poezji żywot wiodę.
Wypisane długopisy zostawiają rękopisy,
tu słuchasz tylko szrame z mej tablicy.
Natas, poza przestrzeń, czas, ze słoneczej okolicy,
nie zliczysz rozpalonych zniczy.
Wysnuty rozsądek wychodzi martwo z tej boruty,
ortuty przez nuty, liryczne brudy.
Candyman, jak wspomniałem będziesz hakiem rozpruty.
Predator łby, dla mnie rymy to łupy.
Trafiam sylabą jak Green Arrow strzałą.
Biały wiersz? Nie napawam się nawet szarą barwą.
Ja, Rap trademark, jak Wład i jego pal.
Myśliwy, łowca, drapieżnik, mam ten zapał.
To jakbyś otwierał z trupem trumnę,
lub jakbyś napawał się zdechłym szczurem.
Tak podsumowuję treści jak zombi rozumne,
jestem ziomkiem, co ma najebane pod kapturem!
Ja plus bit, jak Eddie Brock i symbiot.
Jad, Twój puls po prostu zgniotę!
Do prasy rasa myląca muzykę z gniotem,
Koniec! Rigor mortis, post mortem.
Nie wyplenisz go nawet z największym zapałem,
dlatego lepiej... pociągnij komuś pałe!
Każdy atom mego ciała przesiąknięty rapem,
w kodzie zapisany nie pojawił się raptem!
Jak Salt'n'Pepa... to bardzo konieczne!
Jak Gangstarr... to dzienne operacje!
Również nocne, jak Esham z Sądnym Dniem.
Świat jest mój jak '93 Scarface.
Artysty zew, morderca kolejnych drzew.
Jak wampir walkołaki żer na krew!
Przez Emily Rose "Yo!" żem rzekł.
Jak Freddy, zapewniam atrakcje od ręki!
Dusiciel, jesteś siny przy głośnikach!
W krzakach gwałcona Twoja psychika!
Rozpierdalam jak Ghostface w Krzykach!
To ja wyskoczyłem Twardoskiemu z kielicha!
Rozjebane jak Scott Steiner!
Wypierdalają jak Stone Cold Stunner
Zamieni Ciebie na zwykły flatliner,
ten przejebany liryczny ultraviolent!
Pewnie jak po człowieka śmierć,
tak pewnie w bit wchodzi kolejny wers!
Każdy wers wjeżdża w tłum "Pan Mercedes"!
Do usranej śmierci z solennym kretesesem!
Styl twardy jak chromowana stal,
cham bez zachamowań, zdemoralizowany jak "Postal"!
Powstał i będzie twardo stał!
Pod ostrzał lub ostrza, pogorszą Twój stan!
Fuj, coś jak słój, w nim gnój i w chuj much,
znój na siłę wpycham to w Twój słuch!
Gdy umrę a długopis sam wchodzi w ruch,
czyli by rymować dalej pozostał mój duch!
Kabine zmieniam w "Gabinet doktora Caligari"!
Całodobowa mara i ten z serca war!
To gówno jest inne jak pierdolony GWAR!
Pisarz grozy jak Grabiński Poe czy Lovecraft!
Każdy wers ma w sobie tyle krzepy,
żeby rozerwać was na malutkie strzępy;
że nie znajdą ich nawet wygłodniałe sępy!
Mej muzyce wyrastają szpony i ostre zęby!
Robię to dla mego chorego ego,
w szkarłatnym kolorze Batmagedddon!
Rozpruwam hater'a następnie posoką jego,
taguje na murze Batmagedddon!!!
niedziela, 24 listopada 2024
The Bati - Batmagedddon 1.5 (2014)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz