Mam za sobą następny tytuł Stephen'a King'a książka pt. "Łowca Snów". Chociaż spotkałem się z opiniami, że to jedno z gorszych dzieł autora, to podszedłem do niej z zaciekawieniem. King mocno mi się kojarzy z tematami typu telepatia czy prekognicja, albo (mój ulubiony) nawiedzenia. W tym przypadku moją ciekawość wywołał fakt, że myślą przewodnią książki są kosmici i interesowało mnie jak pisarz podejdzie do tej sprawy. Tym razem swoje wywody przedstawię za pomocą myślników.
- Fabuła mniej więcej pisze się tak, że czwórka przyjaciół (Jonsey, Henry, Pete i Beaver) urządza sobie coroczny wypad do lasu na łowy. Świetnie spędzany czas kończy się gdy w ich życiu pojawiają się dwie osoby. Jedną spotyka Jonsey; nieznajomy który zgubił się w lesie, a Henry i Pete którzy wybrali się samochodem po zapasy do sklepu, mają wypadek z dachowaniem, gdyż na środku drogi siedzi kobieta jak w jakiejś katatoni. Dwójkę spotkanych osób charakteryzuje to, że ich cera jest szara, mają dziwną narośl na skórze oraz najbardziej dokuczliwe cecha to smrody jakie się od nich rozchodzą po beknięciu oraz po długich i niekończących się pierdnięciach. Nie było trzeba długo czekać na więcej znaków, że coś się dzieje w tym lesie. Na niebie pojawiają się dziwne światła, las pokrywa jakaś dziwna pleśń, leśna zwierzyna ucieka gdzieś w popłochu i nadlatuje wojskowy helikopter który ogłasza kwarantanne całego terenu. Joney i Beaver gdy to usłyszeli wrócili do chatki a tam krwawy szlak do kibla a w kiblu siedział spotkany w lesie mężczyzna, mówił, że musi się po prostu wysrać, ale chłopaki byli zbyt zmartwieni całą sytuacją, forsują drzwi i wpadają do środka... by dowiedzieć się co ujrzeli w środku, musiałem czekać 50 stron! Taki właśnie cliffhanger zgotował mi King.
- Podczas tego zawieszenia poznajemy upośledzonego chłopaka Duddtites'a. Akcja dzieje się w przeszłości, kiedy główni bohaterowie byli jeszcze dziećmi. To co tu King wymyślił, jest poważnie chore. Czwórka przyjaciół ratuje chore dziecko, które nawet nie wymawia spółgłosek a co się z nim dzieje? Grupa starszych nastolatków z gwiazdą sportową na czele, znęca się nad nim, chłopaczek jest praktycznie nagi i zmuszany do zjedzenia psiej kupy... Ehhh
- Nie wiem, czy Stephen King jest fanem filmu "Alien", ale wydaje mi się, że tak. Gdyż, kosmiczna zaraza ma dwie nazwy, jedną nią jest byrus a drugą właśnie na cześć kosmicznego horroru, od głównej bohaterki - Ripley. Jednak panie King jeśli chciałeś zrobić jakiś hołd w stronę klasycznego filmu, mogłeś wymyślić coś lepszego... a może mniej śmiesznego niż pierdzenie, bekanie i wysieranie z siebie z kosmicznego potwora, takie coś bardziej pasuje do jakiejś parodii. Nie wiem też dlaczego te potwory które wyłażą z dupy nazwane zostały przez niego... Analnymi Łasicami :O. Monstra, nie miały odnóży, były bardziej jak wąż, pełzające, więc dlaczego nie Analny Wąż, lub Robak? No, ale zrozum rozum. Ja wiem jedno, tytułu Analna Łasica można używać jako eufemizm słowa gówno xD.
- Jak wspomniałem na początku, byłem ciekaw jego podejścia do sprawy kosmitów. Napisałem też, że dużo w jego książkach jest telepatii i tutaj jej również nie zabrakło a nawet było jej od groma. Kosmici którzy byli telapatami, zarazili wszystkich swoją zdolnością a do tego był jeszcze obdarzony telepatycznopodobnymi mocami Duddtites.
- Moją ulubioną postacią z książki był ludzki złol powieści czyli pułkownik Kurtz. Wierzący w Boga psychol socjopata. Zabić dla niego to jak kichnąć. Chciał spalić żywcem wszystkich dotkniętych byrusem przetrzymywanych w obozie. Rozbawił mnie jak miał styczność z młodym policjantem i zastanawiał się czy ten żółtodziub tak jak on wystrzelił kiedyś cały magazynek z pistoletu, żeby się wyżyć, bo każdy szanujący się frustrat powinien mieć takie coś na swoim koncie co nie? Ja tam wolę tłuc z pięści w ścianę hehe.
- Najciekawszą częścią opowieści był pościg. Na czele ścigany czyli Pan Szary który przejął ciało Jonsey'a, za nimi Henry z Owen'em którzy zgarnęli Duddtites'a do pomocy a na samym końcu Kurtz z dwoma przydupasami z czego jeden zarażony byrusem. Świetnie się to czytało, nie ważne przy której postaci akurat był rozdział, było super. Gdybym musiał wybrać ulubionego członka pościgu zdecydowanie postawiłbym na Kurtza. Wie, że kosmita przejął ciało człowieka i dąży do tego by zatruć kosmicznym robactwem wodę pitną, ale dla pułkownika było najważniejsze dorwać Owen'a który go zdradził i dokonać zemsty na nim, odstrzelić mu głowę i patrzeć na rozwalony mózg. Ehhh ten Kurtz hehe. Z kolei uśmiechnąłem się przy Panu Szarym, który pokochał bekon, który oczywiście został strawiony i coś mu się chciało, dziwne uczucie, oczywiście chodziło o dwójeczkę, czynność która nie przypadła do gustu tej potrzeby fizjologicznej hehe.
- Na brawo również zasługuje fakt, że pojawia się nawiązanie do "To". "Pennywise żyje"... ucieszyłem się kiedy przeczytałem to stwierdzenie.
- W 2003 powstała adaptacja filmowa o tym samym tytule. Książka mi się podobała i z wielką chęcią zabrałem się do oglądania. Czy film przypadł mi do gustu jak kartki? No niekoniecznie. Fakt jest w miarę wierną adaptacją, przez większość akcji jest praktycznie odwzorowaniem książki z kilkoma drobnymi szczegółami, brakami i zakończeniem. Największym brakiem filmu był tylko w szczątkowej ilości pościg o którym pisałem wyżej. Rozumiem, że mamy tylko 2h, żeby zmieścić fabułę która ma ponad 760 stron, co nie zmienia faktu, że przeżyłem zawód. Pułkownik Kurtz który nie wiem dlaczego w filmie nazywa się Curtis (gra go Morgan Freeman! Jego druga rola po "Skazanych na Shawshank" w filmie King'a), nie jechał samochodem z kompanami, tylko przyleciał do ściganych wojskowym helikopterem. W książce w obozie zakażonych była rewolta przy ucieczce Henrego a film to zrobił bardzo kameralnie, żadnego buntu, też zawód. Zakończenia się rozjeżdżają i to o 180%. W książce Duddtites umiera w samochodzie jako człowiek, zaś w filmie okazuje się, że jest kosmitą :O. Nom grubo przeżyłem szok hehe. Jednak wolę książkowe zakończenie. Jeszcze mogę dodać, że ekranizacja nie pierdzi tyle co książka hehe. Muszę również napomknąć na jedno polskie tłumaczenie, polski tłumacz twierdzi, że film jest na podstawie opowiadania... yyy... 764 strony... nie przeczytałem dłuższego opowiadania hehe.
Reasumując wszystko. Dobrze się bawiłem podczas lektury, jest zaliczana do jego niszowych tytułów, ale ja ją darzę symapatią, o niebo lepiej mi się czytało, niż jego sztandarowe i chwalone przez masy "Miasteczko Salem". Podobało mi się, że trafiłem z akcją miesiąca, książka dzieje się w listopadzie a ja w listopadzie ją czytałem :). Na plus książki, można zaliczyć, że było mało King'owskiego spamu, czyli treści nie mających związku na fabułę. Ograniczona ilość bohaterów też na plus, ale jak pojawiło się wojsko trochę obawiałem wielu imion i nazwisk, jednak nie potrzebnie, jak pojawiały się nowe to np. tylko po to by popełnić samobójstwa.
Nie rozumiem polskiego tłumaczenia tytułu "Dreamcatcher" przecież to łapacz snów a nie łowca... ehhh.
Następny tytuł na celowniku to "Czarny dom", książka napisana razem z Peterem Straub'em. Okrutnie, bardzo mocno nie chce mi się jej ruszać. Jest to kontynuacja "Talizmanu" który mnie niesamowicie wymęczył z całego serca go hejtuję. "Talizman" przeczytałem w 2021 i do dziś nie zmusiłem się do przeczytania drugiej części, jednak rygor tego, że chce przeczytać wszystko King'a zmusza mnie w końcu do tego bo chronologicznie właśnie wypada kolej "Czarnego domu". Dodam jeszcze, że cieszę się z tego, że jak męczył mnie "Talizman", pisałem o tym tutaj na blogu. Kilka postów napisałem na jej temat i bardzo dobrze, przypomnę sobie mocniej niż mniej fabułę.
niedziela, 10 listopada 2024
Stephen King - "Łowca Snów"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz