Guy N. Smith ze swoim kolejnym horrorem. Ostatnie jego dzieło stworzenia przeczytałem parę miechów temu.... o właśnie tu.
Druga część była nadgryziona i nadgryzana to tu to tam. Mała książeczka
więc plecakowe miejsce, koszt takiej książki to max 5 zł... temu zgubię
zniszczy się bardziej... nie powiem, że "przejdę" obok zaistniałego
zajścia obojętnie, część mojej biblioteczki w końcu... ale 5 zł to 5 zł
hehe. Zacząłem ją we wrześniu a w styczniu skończyłem :D. Jak typowy
typ... chociaż typowy typ nie kończy książki ;]. Nie ważne, liczy się
to, że już wyz0wałem drugą część.
Jakie wrażenia po lekturze?
Hmmmm... nie było negatywnie :). Mogę nawet powiedzieć, że ostatnie
rozdziały czytałem z zapałem, Guy miał kilka ciekawych pomysłów, które
były straszne i fiu fiu nawet suchym zdaniem. Akcja/schemat książki jest
taka(i)... nieproporcjonalna(y)? Chodzi mi o to, że odniosłem odczucie
jakby pierwsze około 100 stron ze 180 jakby było wstępem. Krótkie
streszczenie wcześniejszej części, okres przed zatopieniem Turbury a wraz z
nim (nie wiem dlaczego jakoś bardzo podoba mi się ta nazwa, taka dumna)
Callegy Hall w którym wisiał Dzwon. Zatopienie i po jakimś czasie woda
wyparowała. Ciekawe co za siła to uczyniła hehehe... opis z tyłu
książki, jest taki hmmm... mylący, zdradzający środek, nie można było po
prostu "Dzwon śmierci wraca..." wtedy nie miałbym takiego dziwnego
wrażenia. Ogólnie muszę przyznać, że nadal kontynuacja nie była
wymagającym wystawiającym do wiatru wiatrem w polu. Jak przysiąść kilka
głębszych i szybko bym skończył, DZWON mnie nie oszukał był i było
strasznie za jego pośrednictwem, ale nadal... straszydłem dzwon. Tak
samo jak w którejś tam 56'tej części Amityville był zegar z przeklętego
domu, fakt o mocy z mocy był w złym miejscu, ale to nadal zegar hehehe.
Nie hejtuję pomysłu, że rzecz martwa to straszydło... no dobra,
zombie.... zombie to rzecz, nie ma duszy... mebel będzie robiło
<boooo>, ale niech to robi fajnie... jak Dzwon... enta nędzna
część Amityville, mam przykre wspomnienia. Czytałem "Ed i Lorraine
Demonolodzy" oni byli w tym domu, zaś nieprzeczytany stoi pliczek kartek
autorstwa Ansena... yyy ja o Dzwonie miałem? Więcej o treści, to mamy
dwóch takich najgłówniejszych bohaterów i dochodzą ludzie którzy w końcu
kończą jak kolejne ofiary wpływu. Zawsze narzekam na ogrom postaci,
(tak to moje widzimisię) jednak w tym przypadku, każda robi się
charakterystyczna a robi to ów Dzwon... ucz się zegarze z Amityville.
Chyba najbardziej ulubioną "pacynką" będzie człowiek, pisarz samobójca,
zaplanowane wszystko, każda opcja przemyślana co mogło by pójść nie tak.
Spoko też był młodziak, który zarżnął rodziców w tym ojca zwyrodnialca,
potem poszedł "bawić się w doktora" z milfem Vickie, raczej, główną
bohaterką... ta scena jak wkrada się do jej domu... jest maskara masakra
masakra a potem, nagle "oh albo sobie pójdę, nie, proszę, nie dzwoń po
policję".. Vickie na to... no spoko, cześć, idę wziąś"ć" (pada słowo
wziąść w książce, dzwon w Dzwonie hehe, nie pamiętam czy akurat tu)
kąpiel... bierze kąpiel, małolat wraca... "albo pokaż jak wyglądasz
nago"... heheehhe... goopie to było... nigdy tego nie zapomnę. Było tego
dużo więcej, jednak wolę pochwalić, wiadomo, że jestem spoilerem...
koniec książki. Tak czytam... zostały 3 kartki... myślę sobie...
hmmmm... trochę rozwalona książka była, jej stan, miała jakieś "dobry -"
na allegro... ale na aukcji były dwie części... łykam... przyszło...
czy taka ocena... nie chce mi się za jakieś 4-5 zł wojować... mam na
kartce i tak przeczytam. Nom.. i tak czytam koniec, ostatnie chwile
książki... myślę sobie "ty chyba będzie brakowało kilku stron"... w spis
treści... no nie, nie będzie brakowało. Druga część równie dobrze
mogłaby być początkiem trzeciej, czarny najczarniejszy koniec :D Banda
hippisich włóczęgów, stwierdziła... hmmm nawiedzona wioska?... oj tam,
ale chaty gratis... zwiedzają... ooo Dzwon... dude... patrz ile to hajsu
na skupie... serce dzwona we krwi... hipisi we władaniu... koniec... :D
przedostatni rozdział również, złowróżbny... tha fuq gdzie jego cień?!
Nie ma części III'CIEJ... niestety Guy N. Smith po latach wolał napisać
drugą część "Bestii" horror kategorii D, jak do dupy... zamiast zrobić
trylogię, fajnego horroru, z odpowiednim podejściem, nie oczekujesz
levelu np."Lśnienia". Kolejny Guy N. Smith w plecaku to "Wyspa", jestem
po wstępie.. jest niesmaczny ;////.... GIVE ME MORE!!!!KheeP !t SiCk
Jelly Roll – Whiskey Sessions II
Juggling Chainsaw /// Lot to Learn /// Bad Blood
Hahahah, jak ktoś ma pecha to go ma, chłop przewidział wszystko by wyszło samobójstwo, nie przewidział działania pana Bing Bong!
XXXTENTACION – Bad Vibes Forever
School Shooters /// LIMBO /// Ecstasy /// the interlude that never ends /// glass shards
Tym brakiem cienia sprawił, że struchlałem i czytałem z duszą na ramieniu. Brawo Smith!
P.S.
Tymczasem na bezbrzeżach multiwersum DC...
JPEGMAFIA - All My Heroes Are Cornballs
Kenan vs. Kel /// PTSD /// PRONE! /// Thot Tactics
Planeta dzidzi'ów :D Złych dzidzi'ów hahah... poważny ton... to są poważni terroryści :D
#ojtipucipucicosmicvilliangugugu
Termanology - Vintage Horns
Work While They Sleep /// Vintage Horns /// Walk on By
Jedną z moich ulubionych Zielonych Latarni jest Mogo, świadoma planeta, ma partnera... do zestawu ulubionych wpada Bzzd! :D
jedziemy dalej z obrazkowym plątaniem...
Oczywiście, że czytam "To" nadal... ciekawe co Bzzd na to...
Hohohoh... można? Kurczę King... ja bym nie wpadł na kolekcję ubitych much :D.... a propo kolekcji co na to Franky ziomek "Zbira"... nikt, dziś nie ma normalnych...
Ha, tyle o ile, jakąś tam komiksową posiadam.... zaś majteczki mojej wifey, najlepsza jedna konkretna, niż rozpidźix, jestę dokładny ;]... (w dzisiejszych czasach, takie colection żonki to jest ZDROWIE, jak babochłopy wychodzą na ulicę, zbierają suby w necie ;]) hmmm a zaraz przypomniało mi się... nie ma wifey ;].... time 4 "Oczekiwania vs Rzeczywistość II: Taste of luv"... z pomocą mkną kadry ze stron Latarni...
V.S.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz