sobota, 7 grudnia 2019

Cthulhu fhtagn!!! Mackowate "Cienie Nowego Orleanu".

Mamy rok 1928,  przyniósł on jedno z najlepszych, niepokojących opowiadań w historii literatury, wtedy przedwieczny mrok ujrzał światło dzienne. Horror lubisz ta? Nie czytałeś? yyyhhh;/. Nie jest to post o tym Arcydziełku, po części. Tak jak częścią opowiadania "Zew Cthulhu" autorstwa H.P. Lovecraft'a  jest inspektor John Raymond Legrasse... tak w 2019 nie częścią a główną postacią powieści Macieja Lewandowskiego pt. "Cienie Nowego Orleanu", jest owy inspektor... w książce Polaka, to już były policjant, detektyw John Raymond Legrasse. Cienie to swoista kontynuacja must2read opowiadania, bazuje na nim i czerpie z niego ile tylko się da. Kilka lat po wydarzeniach opisanych na obrazku wyżej, po nalocie na sektę gnieżdżącą się na bagnach, John podczas dochodzenia natrafia na coś podobnego, sadyzm i okrucieństwo, potwornie okaleczona i martwa dziewczyna (opis 2 posty niżej). To w nim nie wzbudza miłych wspomnień, ale zrodziło gorliwą chęć, powstrzymania podobnych bluźnierczych precedensów. Tak przez kolejne 300 stron prowadzimy śledztwo razem na naszym Legrasse'em. Czytając w trakcie miałem takie mieszane uczucia, przez kolejny strony dostaję solidnie napisaną fabułę. Autor ma bogate słownictwo w którą ubiera swoją mroczną wyobraźnię. Aczkolwiek ten highlevel pisarstwa i mrocznej wyobraźni jakoś tak bardzo schematyczny był dla mnie. Do pewnego momentu. Może się czepiam, w końcu dochodzenie to dochodzenie, ale pytałem się siebie, znowu? Podążamy, przez jakieś ciemne zakamarki by na końcu spotkać ich "boss'a" (jak w grach ;p), który jest jeszcze gorszy niż te zatęchłe miejsca. Podkreślam, opisy były super, pochłaniałem je, ale ciągle kluczyły na tą samą toczkę. W pewnym momencie, już nawet zmęczyłem się tym i czytałem po kilka stron byle iść w przód, nie wiem dlaczego aż tak zmuliła mnie ta w gruncie rzeczy świetna książka. Aż pewnego dnia stwierdziłem, nie ma, że boli wciskam się w nią i kończę. Po jakimś czasie, skończył się ten schemat i śledztwo zrobiło się ciekawsze... jednak. Nie wiem co autor miał na myśli, może ja mam problemy czytania ze zrozumieniem. Chodzi o to, że John bywał w okrutnych miejscach i rozmawiał z gorszymi typami spod ciemnej gwiazdy. Aż tu, gdzieś w słonecznym parku, w cieniu drzewa spoczywa sobie starszy człowiek, miłośnik szach. Detektyw odwiedza starego informatora, przeprowadza za nim rozmowę i dowiaduje się bardzo istotnej sprawy. Potem John myśli, kurczę nie mogłem najpierw go odwiedzić, może minęło by mnie te całe gówno które do tej pory spotkało, w tym np. wybuch w miejscu z nielegalną pornografią. Ten ułamek z pornografią, był dla mnie tributem dla arcy poza przestrzeń i czas filmu pt. "8mm"... gdzie John niczym Cage na ekranie ogląda kolejne taśmy zawierające zbereźne wynaturzenia. Wracając do tego co nam powiedział, dziadzio... wyjawił on imię, nazwisko i nawet pseudonim jednego z głównych złoczyńców. Będę operował xywą, Cień, jak dla mnie kolejny ukłon w stronę innego psychola. Thomas Harris napisał "Czerwonego Smoka" i właśnie jego mi przypominał, sposób przedstawienia, mroczny psychopata który w swoich zbrodniach widzi ukryty mistycyzm. Spotkanie z nim to dla mnie jeden z trzech finałów. Książka cały czas jest obleśna, makabryczna, ponura... zaś finał(y).  Pięknie #turpizm . Kolaż wszystkiego i kwintesencja gore :). Cień, potem przerwa czyli wycieczka na rynek kobietami, by następnie zjeść do końca dwoma ostatnimi rozdziałami. Spotkanie z tym pod którego podlegał Cień, miting z Czarnoksiężnikiem ROX!!! By potem już finalnie ostatecznie wrócić do bagiennego miejsca, które nakreślił Howard w swoim opowiadaniu. YEAH! Fajna wzmianka, że na obelisku brakuje figury, to ta którą inspektor przynosi do archeologa, najs te łączenia ze sobą. Pomimo, ze aseksualny czyli bez potomków, to nazwę go pradziadkiem... pradziadek Lovecraft wydaje mi się, że byłby zadowolony z tego co stworzył Maciej Lewandowski. 350 stron, może czasem monotonnego, ale najprawdziwszego mroku z zakamarków polskiego grozoroba. Tutaj w Nowym Orleanie, nakreślonym przez autora (chyba zna się na miejscu bo nakreśla cechy charakterystyczne i klimat) nawet szczoteczka do zębów Legrassa jest podejrzanym przedmiotem okultystycznym z zacienionego miejsca. Jest ona bliskim pokrewnym, siódma woda po kisielu, czary szamana, która służyła do przelania ofiarnej krwi... detektyw tego nie wie... jeszcze :D. To już moje bajdurzenie, po zakończeniu wątpię by John przejmował się szczoteczką do zębów ;]. Super, polecam. Na koniec wspomnę jeszcze. Coś dziwnego mnie spotkało podczas lektury. Był krwawy opis, a na kartce obok plamka krwi niewiadomego źródła, której wcześniej nie było, albo nie zauważyłem. Obszukałem się i nigdzie nie miałem ranki, najwyżej zasklepiony, suchy strup, ł:o:o:o:o:oł. No nic trzeba skończyć książkę, co też się stało, czego dowodem jest ten post :)))))).
Dziennik pokładowy chorego czytacza powinien pokazywać teraz dwie książki Artura Urbanowicza "Gałęziste" i "Grzesznik", jednak tej pierwszej jeszcze nie zdążyłem kupić. Jest to jego pierwsza książka, autor lubi puszczać oczka do czytelnika w kolejnych, poprzez nawiązanie do poprzednich. Dlatego nie chce ruszać "Grzesznika". Tak samo "Inkub" ma jakieś odnośniki do tych dwóch tytułów. W związku z takim przebiegiem spraw, otwieram coś czego boję, długie i opasłe straszydło King'a "To"... nie boję się tego, że będzie straszna, mam taką nadzieję, lęki rodzą się ze świadomości, że to 1100 stron maczkiem... a jak to nudne będzie? :(. No nic... kilka zdjęć z Orleanu... 

Smoke DZA And Currensy - Prestige Worldwide
3 Minute Manual /// Boats & Hoes /// Inhale

Nie wiem co tutaj mam pisać, jest to literatura obskurna :).





Action Bronson - Lamb Over Rice
Accoutrements /// Descendant of the Stars /// Just the Way It Is
Więcej pogodnych zdań... a ja kiedyś takie wersy naskrobałem...
*Zapach łąki, świeci słońce, piękne obłoki,
ptaszki, obok zajączek a clown zakopuje zwłoki
*



Boosie Badazz - Talk Dat Shit
The Ones I Know /// Burden on My Heart /// Another Chance /// Raindrops /// Wonderland

Chłop wyskoczył z dachu...
Ta reakcja...
No nic :|
Stało się...

Rozbawiło mnie to... ale to pod spodem już nie...
...
W książce ktoś chce odtworzyć bezecną księgę Necronomicon. Zamiast zwykłego materiału książkowego, została ona napisana na ludzkiej skórze.

Co jeśli roster BJW (i innych federacji z ultraviolentem) jest odłamem sekty wyznających i chcących sprowadzić na Ziemię Wielkich Przedwiecznych? Co jeśli każdy pojedynek, rozbicie jarzeniówki, bump na szkło w drucie kolczastym, jest to nic innego jak "drukarnia" bluźnierczej księgi? :O

ŚWIEŻY DARKNESSSSSS

Masashi Takeda. (te udawane blizny)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz